Gravel po Łódzku 2022

Tak więc jestem na starcie ultramaratonu „Gravel po Łódzku”, namówiony przez sąsiada 🙂 nie do końca przekonany do tego co mam zamiar zrobić. 202 kilometry w zdecydowanej większości po nieutwardzonych drogach, brzmi dość abstrakcyjnie. No dobra, mam lekką tremę i niepewność czy w ogóle dam radę, ale zacznijmy od początku.

Strategia na wyścig

Zamysł był następujący: jem średnio co godzinę, robię jak najmniej przerw, zabieram ze sobą cały prowiant, więc nie tracę czasu na zakupy. Piję na tyle dużo, aby się nie odwodnić. W tym celu nabyłem drogą kupna bukłak 2 litry, do plecaka dodatkowo spakowałem obiad w postaci makaronu z bajerami oraz resztę jedzenia, która nie weszła w kieszenie koszulki. Dodatkowo pakiet majsterkowicza, pompka, dętka, łyżki, dokumenty, powerbank itd. – generalnie na plecy wjechały 4 kilogramy.

Sprzęt

Na zawody wybrałem rower typu gravel, a dokładniej Specialized Diverge Sport Carbon z system mikroamortyzacji Future Shock w mostku. Założyłem do niego stokowe koła bez stożka i opony, o w moim mniemaniu dość terenowym charakterze tj. Continental Terra Trail w rozmiarze 40 mm. Takie zestawienie wydawało mi się być uniwersalne na zmienne, jak przypuszczałem warunki.

Start Wyścigu

Ruszaliśmy w kilkuosobowych grupach, które po chwili rozjeżdżały się, bo każdy szukał własnego tempa. Ja przejechałem kilkanaście pierwszych kilometrów z kolegą, którego numeru startowego niestety nie pamiętam, ale robiliśmy, fajne mocne, równe tempo. Początek dość techniczny, szczególnie na odcinku prowadzącym przez Las Łagiewnicki, gdzie myślę, że rower MTB byłby nawet szybszy. Sporo podjazdów, singli, korzeni.

Odnajdywanie tempa

Później trasa nieco złagodniała, przewijało się więcej świetnych prostych odcinków szutrowych, trochę asfaltowych łączników urozmaicanych krótkimi technicznymi łącznikami leśnymi, idealnie na gravel. W takich warunkach łatwiej szukać własnego tempa, w którym zamierzałem spędzić cały dzień na rowerze. Założenie było takie, aby jechać na tętnie w okolicach 150, ale jak to zazwyczaj bywa, emocje wzięły górę i utrzymywałem średnie tętno na nieco wyższym poziomie.

Realizacja strategii

Jedzenia pod ręką (w koszulce) miałem w teorii na 100 kilometrów i faktycznie wystarczyło. Na około 95 kilometrze był postawiony namiot, w którym można było nabyć kawę i wodę. Skorzystałem, kawa na miejscu, woda na wynos, a dokładniej – uzupełniłem bukłak. Tak, w pierwszej kolejności postanowiłem opróżniać bukłak, raz bo wygodniej się pije na wertepach z rurki, dwa, bo lżej robiło się na plecach. Obiad nastąpił około 115 kilometra w pięknych okolicznościach, czyli w krzakach. Jadłem około pięciu minut, po czym przepakowałem koszulkę jedzeniem na kolejne 100 kilometrów i w drogę.

Kryzysy

Druga stówa była już zdecydowanie trudniejsza. Co prawda utrzymywałem założone tempo, ale z każdymi 10 kilometrami zaczynało co raz bardziej boleć. Do około 150 kilometra jechało się jeszcze w miarę przyjemnie, ale ostanie 30 rodziło się już w srogich cierpieniach. Tak, to bardziej głowa jedzie niż ciało. Musiałem przestać patrzeć na licznik, bo kilometry mi zbyt wolno umykały, co doprowadzało mnie do szewskiej pasji – był to pewnie efekt dużego, skrajnego wręcz zmęczenia. Wiecie jak to jest: zaczyna Cię denerwować, bo jest piach, bo wieje, bo na skrzyżowaniu jest „ustąp pierwszeństwa” i trzeba się zatrzymać 🙂

Meta

W każdym razie ostanie kilometry przemierzam w dwu, trzyosobowych grupkach, by finalnie wpaść na metę, po to by w końcu zejść z roweru. Medal fajny, zupa dobra, zakwasy konkretne. Zaraz po mecie jest Ci mega ciepło, czujesz się jak Pan Świata, ale po kilku minutach, temperatura opada i jest Ci zimno. Mnie nogi spięło tak mocno, że przez kilka minut siedziałem i nie mogłem wstać. Potem, było już na szczęście tylko lepiej.

Podsumowanie wyścigu Gravel po Łódzku 2022

Generalnie jak na debiutanta jestem bardzo zadowolony z występu. Zająłem 43 miejsce open na niespełna 300 startujących. Dystans 202 kilometrów przejechałem w 9 godzin i 5 minut, co dało średnią prędkość na poziomie 23km/h. Postoje sumarycznie trwały 18 minut. No i zdążyłem do domu na kolację.


Impreza jest naprawdę fajnie zorganizowana. Bez specjalnej napinki, w luźnej atmosferze, dobre zaplecze kulinarne, fajny pakiet startowy, ładne medale – czego chcieć więcej?
Trasa super, ale strasznie długa 🙂
Czy wrócę za rok? Nie wiem, bo trochę to boli 🙂

Popisał się

Piotr Modzelewski

Poczytaj więcej

  • Najwyższy szczyt gór Biokovo – Św. Jure
    Jako chłopak z nizin przed górami czuję respekt. Św. Jure (1762 m.n.p.m), najwyższy szczyt gór Biokovo oraz drugi najwyższy w Chorwacji, okazał się łaskawy. Pozwolił mi wjechać na sam czubek … Więcej
  • Najbardziej kolarskie logo jakie widziałeś?
    Czy jest to najbardziej kolarskie logo jakie widziałeś? Według nas tak. Ale jeśli jeszcze nie dostrzegasz wszystkich kolarskich szczegółów, to chętnie zabierzemy Cię na szybką rundkę z naszym logo. Nos … Więcej